moja droga do ketozy

Czyli

Kilka słów

Od Autora E-Booka

Wyznam Ci coś i mam nieodparte wrażenie, że to nasza wspólna cecha.

Lubię eksperymentować. Przeszedłem kilka restrykcyjnych diet. Przyznam, że bardziej dla samej chęci spróbowania czegoś nowego niż dla stracenia powracających jak bumerang kilku nadprogramowych kilogramów. Chciałem zmierzyć się z własnymi ograniczeniami, sprawdzić siłę własnej woli.

To zaprowadziło mnie do diet różnego rodzaju. Od takiej, gdy byłem na samej wodzie po taką, gdy jadłem wyłącznie warzywa, i to w niewielkich ilościach. Było ciężko. Trwało to krótko. Pierwsza dieta ledwie półtora tygodnia, druga trzy.

Ale już wtedy zacząłem zauważać zmiany. Mój organizm już podczas pierwszej z nich, klasycznej głodówki, był w stanie funkcjonować bez zbędnych węglowodanów. Wydaje mi się, że to właśnie wtedy zaczął produkować alternatywne źródła energii, czyli ketony. Nie czułem się więc wyzuty z energii, ale… jak to z głodówkami bywa – trzeba je kiedyś zakończyć. Tak też zrobiłem.

Założę się, że Ty też masz za sobą kilka diet, ale żadna nie zdziałała cudów na dłuższą metę. Ale nie poddawałaś się, próbowałaś. Ja też.

Gdy przechodziłem głodówkę, o ketonach jeszcze nie wiedziałem. Czułem tylko podskórnie, że zrezygnowanie z pewnych pokarmów to dobry krok, bo mój organizm mimo wszystko dawał radę, miał siłę.

I tak oto metodą krok po kroku dotarłem do diety ketogenicznej. To jedyna, na której wytrzymałem tak długo – nie, nie, źle to ująłem, ona tak naprawdę nigdy się nie skończyła! Wprowadziłem ją trzy lata temu do mojego jadłospisu i do tej pory na niej jestem.

Ale właściwie mówienie, że „jestem na diecie” wydaje się tu kompletnym nieporozumieniem. Keto dieta stała się stylem mojego życia. Nie mam odczucia, że się poświęcam, nie ma tu mowy o wyrzeczeniach.

Co więcej, czuję się świetnie. Mam mnóstwo energii. Na tyle dużo, że angażuję się w wiele nowych projektów jednocześnie i nie tracę rezonu. Mam siłę i chęć, by ciągnąć je wszystkie naraz.

A co niemniej ważne – trzymam wagę i trzymam formę. Mój organizm przestawił się i teraz wysiłek na siłowni wydaje się tak samo przyjemny jak przed adaptacją, czyli okresem przyzwyczajania organizmu do nowej diety.

Tak jest teraz. A jak było na samym początku? Pewnie zastanawiasz się, gdzie tkwi haczyk?

Gdybym nie przetestował tej diety na samym sobie, też bym dopytywał. No cóż, przez trzy pierwsze dni po przejściu na dietę ketogeniczną byłem bardzo głodny. Nie było to dla mnie nic nowego, w końcu – jak już wiesz – próbowałem wcześniej głodówek.

A potem działy się już same dobre rzeczy. Organizm pozbył się wody i glikogenu mięśniowego. Innymi słowy po miesiącu już przyzwyczaiłem się do nowego paliwa – ketonów. Ale u każdego ten czas może się różnić, czasami wydłuża się on do dwóch miesięcy.

Przypływ energii odczułem bardzo szybko. Potem zauważyłem, jak waga zaczęła mi spadać, poprawiła się cera – nie ma śladu po resztkach trądziku! Wiem, że u kobiet po odcięciu węglowodanów zmniejsza się cellulit. Znam też panie, które po przejściu na keto pożegnały się z cyklicznymi migrenami.

To, co teraz napiszę, może Cię nieco zaskoczyć, ale to sama prawda!

• Teraz jem tylko raz lub dwa razy dziennie. Dlaczego? Bo mam ciągle dużo siły.
• Przez 12 godzin czuję się syty, nie odczuwam głodu!
• Gdy chodzę na siłownię, nie ma znaczenia, czy jestem na czczo, czy po posiłku, bo non stop mam tyle samo energii.
• Gdy człowiek nie jest głodny, nie jest też wściekły, przyznam, że to bardzo miłe uczucie.
• Nawet jeśli zjem obfity posiłek, nie robię się zmęczony ani senny.

Zaskoczona? Tak, to brzmi niewiarygodnie. Zapraszam Cię do przeżycia tej niesamowitej przygody – a mój ebook Ci w tym z całą pewnością pomoże!

Damian

Ta strona używa plików Cookie. Korzystając z niej zgadzasz się na ich użycie.